Aby korzystać z zawartości forum należy się zarejestrować, można to zrobić za darmo TUTAJ. Ten aplet jest widoczny tylko dla niezarejestrowanych użytkowników!
Dołączył: 04 Lis 2004 Pochwał: 4 Posty: 80 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-03-15, 08:55
Zły pedał trafia do piekła. Belzebub po kuszeniach na ziemi wraca do piekła.Tam zimno i kotły wygaszone. Pyta napotkanego diabła:
- Czemu kotły się nie palą?!
- Spróbuj się schylić po drewno...
Czym się różni nauczyciel od nauczycielki?
- Nauczyciel drapie się po dzwonku, a nauczycielka po przerwie.
Wiszą na drzewie trzy leniwce i kłócą się który jest bardziej leniwy.
Pierwszy mówi:
- Wiecie chłopaki, idę sobie ulicą, patrzę sobie, a tu worek złota na ulicy leży, ale nie chciało mi się go podnieść.
Na to drugi:
- No widzicie, a ja idę sobie plażą i patrzę jak Claudia Schiffer leży sobie naga i chce żeby ją przelecieć. No ale nie chciało mi się.
Trzeci:
- A wiecie chłopaki, ja ostatnio byłem w kinie, na strasznie śmiesznej komedii, ale przez cały film płakałem.
- No co ty na komedii i płakałeś?
- Bo siadłem sobie na jajkach i nie chciało mi się wstać poprawić...
_________________ Gdy nie ma nadzieji, wiara zwycięża...
moja kolej sory ze z przekleństwami:
Do spowiedzi przychodzi młoda kobieta i mówi księdzu:
K: Wybacz mi ojcze, bo zgrzeszyłam.
O: A co konkretnie zrobiłaś, córko?
K: Nazwalam pewnego mężczyznę skurwysynem.
O: A dlaczego go tak nazwała
K: Bo mnie pocałował.
O: Tak jak ja całuję cię teraz?
K: Tak.
O: Moje dziecko, to nie jest powód, by nazywać człowieka skurwysynem.
K: Ale ojcze, on dotknął jeszcze mojej piersi!
O: Tak jak ja dotykam jej teraz?
K: Tak.
O: Moje dziecko, to nie jest powód, by nazywać człowieka skurwysynem.
K: Ale ojcze, on mnie rozebrał!
O: Tak jak ja ciebie teraz? - spytał ksiądz rozbierając ja.
K: Tak, ojcze.
O: Moje dziecko, to nie jest powód, by nazywać człowieka skurwysynem.
K: Ale ojcze, on wsadził swoje wie-ojciec-co w moja wie-ojciec-co.
O: Tak jak ja teraz? - spytał ksiądz wsadzając swoje wiecie-co w jejwiecie-co.
K: Tak, taaaak, taaaaaaaaak, ojcze!
O: [kilka minut później] Moje dziecko, to nie jest powód, by nazywać człowieka skurwysynem.
K: Ale ojcze, on miał AIDS!
O: To sku******!
i jeszcze jeden:
Spotyka się dwóch sąsiadów. Jeden mówi do drugiego:
-Słuchaj stary , nie wiem co mam zrobić...
-A co się stało?
-Mój kot sra mi na dywan..
-Jak to
-No sra na dywan, jeździ tyłkiem po podłodze, nie wiem już co mam robić, może ty byś cos poradził..
-Wiesz co, zwiń dywan i oklej podłogę papierem ściernym..
Spotykają się ponownie po dwóch tygodniach..
- No i jak? - pyta pomysłodawca.
- O człowieku, fenomenalnie. Jak kocisko rozpędziło się w przedpokoju, to do lodówki już tylko oczy dojechały!
Dołączył: 04 Lis 2004 Pochwał: 4 Posty: 80 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-03-16, 23:00
Egzamin z zoologii:
- Co to za ptak? - pyta studenta profesor wskazując na klatkę, która jest przykryta tak, że widać tylko nogi ptaka.
- Nie wiem - mówi student.
- Jak się pan nazywa? - pyta profesor.
Student podciąga nogawki.
- Niech pan profesor sam zgadnie.
Dzień przed egzaminem kilkoro studentów dało sobie nieźle w "gardło". Następnego dnia, na sale egzaminacyjna wchodzi dwóch studentów, ledwie się na nogach trzymają, i bełkotliwym (z przepicia) głosem się pytają :
- Panie profesorze, czy będzie pan egzaminował pijanego ?
na to profesor :
- Nie, nie mogę.
- Ale panie profesorze, bardzo pana prosimy ...
- No dobrze - zgodził się w końcu profesor
na to studenci odwrócili się do drzwi i krzyczą :
- Chłopaki, jest o.k. prof. się zgodził, wnieście Zbyszka.
Ostatni egzamin poprawkowy miało do zdania dwoje studentów, On i Ona. Profesor u którego zdawali egzamin chciał ich po prostu spławić, zadał wiec im bardzo proste pytanie:
- Z jakiej tkanki jest zbudowany członek męski?
Ale aby się dobrze zastanowili dal mi 15 minut czasu, na odpowieć
Po upływie tego czasu pyta się:
- Więc jak? Co mi pani powie?
Studentka mówi:
- Sądze że z tkanki kostnej.
Profesor:
- A pan co mi powie ?
Student:
- Ja sądzę że z tkanki mięśniowej.
Profesor:
- Hmmmmmm no tak pan zdał, a pani się tylko zdawało!
_________________ Gdy nie ma nadzieji, wiara zwycięża...
Grają Mojżesz z Jezusem w golfa. Jezus strzela i piłka leci w...wodę. Piłka unosi się na powierzchni Jezus wchodzi na wodę stoi na powierzchni, strzela i piłka trafia do dołka. Mojżesz mówi: no nieźle Dżizus. Mojżesz strzela i piłka trafia oczywiście w wodę i leci na dno. Mojżesz rozstępuje wody - wchodzi na suche dno, strzela i oczywiście trafia - też w 2gim uderzeniu. Nagle podchodzi do nich jakiś staruszek i pyta:
-chłopaki mogę z Wami pograć w golfa?
-jasne, przyłączaj się - teraz Twoja kolej.
Staruszek bierze kij, podchodzi i strzela. Piłka trafia w wodę, rybka połyka piłkę, nagle nadlatuje ptak i połyka rybkę. Leci sobie leci, nagle zza krzaków wyskakuje myśliwy i strzela do ptaka, ptak wypluwa rybkę, a ryba wypluwa piłkę, która idealnie trafia do dołka. Na to mojżesz mówi do Jezusa:
-Ej kurde no z Twoim starym to się nie da grać
Gdy się śpi jak w niebie a, Cię pchełka w łep ujebie, wtedy weś do reki trep i pierdolni pchełke w łep.Jebni bez litoście by połamać pizdzie kości.
Czterdziesci malych pszczolek
Mieszkalo w lesie na drzewie
A jedna byla mizerna
Zostalo trzydziesci dziewiec
Trzydziesci dziewiec pszczolek
Zaprzyjaznilo sie z losiem
A jednej los nie lubil
Zostalo trzydziesci osiem
Trzydziesci osiem pszczolek
Klepalo jesienia biede
Przyszedl kiedys przymrozek
Zostalo trzydziesci siedem
Trzydziesci siedem pszczolek
Zima nie mialo co jesc
I Ze tak zazartuje
Zostalo trzydziesci szesc
Trzydziesci szesc pszczolek
Mieszkalo w lesie pod listkiem
I przyleciala wrona
I zadzibala wszystkie!!!
Bzc moze w tej piosence
Optymizmu jest malo
Ale przynajmniej krocej
Niz sie zapowiadalo!!!
Przyjeżdża delegacja rządowa na planowaną audiencje u Papierza. Spotkanie w toku. Pełno oficjeli. Premier zaczyna rozmowę z Ojcem Swiętym. Mówi jak to będzie dobrze gdy kraj wejdzie do Unii Europejskiej. W pewnym momencie Ojciec Św. Na palcach pokazuje 6 paluszków. na to premier , że nie ojcze, w maju weidziemy do unii , a nie w czerwcu. Dalej snuje swoje wizje. Papierz powtórnie swoje 6 palców pokazuje premierowi. Nie ojcze, to już niebawem.
- po wizycie premier spotyka nuncjusza papieskiego.- coś się niezgadza z tymi palcami. mówi premier.
- Jak to nie zgadza? mówi nucjusz. 6 palców to szuste przykazanie. -
ale to nie cudzołóż- mówi z dumą premier.
A co?! miał Ci powiedzieć " nie pier....ol!!!!
_________________ Nie dosc ze jestem niedorozwinietym dzieciakiem to jeszcze chamsko oszukuje w konkursie edytujac posty i zmieniajac typy.
Siedzi baca przed chatką. Przed bacą kloc drewna i kupka wiórków. Przechodzi turystai pyta:
- Baco! Co tam strugacie?
- Ano, cółenko sobie strugom.
Turysta poszedł. Następnego dnia rano przechodzi tamtędy i widzi bacę. Baca siedzi przed klockiem drewna i go struga. Przed bacą górka wiórów. Turysta pyta:
- Baco! Co tam strugacie?
- Ano, stylisko do łopaty sobie strugom.
Następnego dnia: Baca siedzi przed chatką, w rękach trzyma drewienko, przed nim kupa wiórów. Ten sam turysta pyta:
- Baco! Co teraz strugacie?
- Jak nic nie spiepse, to wykałacke...
_________________ Nie dosc ze jestem niedorozwinietym dzieciakiem to jeszcze chamsko oszukuje w konkursie edytujac posty i zmieniajac typy.
KLAN (1149)
Monika usiłuje przekonać Daniela, aby zajął się Agatą w należyty sposób. Chłopiec wzbrania się, tłumacząc, iż nie jest jeszcze gotowy, a poza tym choroba mu nie pozwala. W odpowiedzi Monika daje synowi nowe kondomy firmy Stomil-Olsztyn wytwarzane z dętek do ciągników marki Ursus. Daniel obiecuje, że spróbuje. Jerzy nadal nie chce zdradzić, czym się zajmuje jego nowa firma. Zamawia jednak u pani Stanisławy pokaźną ilość bielizny koronkowej koloru czarnego. Agnieszka przyprowadza wreszcie do domu swojego nowego chłopaka, Ksenona, aby przedstawić go rodzicom. Wybranek okazuje się kleptomanem ze skłonnościami do publicznego samogwałtu. Paweł ostentacyjnie wyrzuca go z mieszkania, gdy ten próbuje oddać mocz do akwarium. Beata niepokoi się nadmierną ciszą w pokoju dzieci. Nagle przybiega Jaś krzycząc, że Małgosia świeci. Beata biegnie do pokoju, żeby sprawdzić, co się dzieje, i okazuje się, że Jaś bawił się z siostrą w inaugurację igrzysk olimpijskich i z powodu braku znicza podpalił włosy dziewczynki. W tej chwili wchodzi Jacek i zabiera dziecko do szpitala.
KLAN (1150)
Doktor Słownik mówi Beacie, że twarz Małgosi będzie można zrekonstruować pod warunkiem wpłacenia odpowiedniej kwoty na jego konto. W tej chwili wchodzi Jacek i bije lekarza po twarzy. Doktor grozi skierowaniem sprawy do sądu, na co Jacek odpowiada kopniakiem wymierzonym w krocze lekarza. Na Sadybie pojawia się nieznany nikomu mężczyzna i domaga się spotkania z Jerzym. Elżbieta tłumaczy, że męża nie ma w domu. Człowiek daje swoją wizytówkę. Wynika z niej, że zajmuje się on przetwórstwem wędlin, tak wnioskuje Michał po ujrzeniu pseudonimu gościa: "Kiełbasa". Podczas śniadania Paweł wypomina Agnieszce fakt, że zadaje się z nieodpowiednimi ludźmi. Wtóruje mu Ola. Agnieszka wstaje od stołu i wykrzykuje, że już nie wróci do domu. Ola cieszy się, bo wreszcie będzie miała miejsce na listy od Malcolma - urządzi biblioteczkę w pokoju siostry. Paweł nie zgadza się: chce wybudować tam minigolfa. Kłótnię przerywa wyjście Agnieszki do pracy i głośne trzaśnięcie drzwiami. Elżbieta oddaje Jerzemu wizytówkę mężczyzny. Jednocześnie zauważa, że w kieszeni męża znajdują się naklejki z logo jego nowej firmy. Wyjmuje po cichu jedną i poznaje nazwę firmy: "Polkur-va". Zaczyna delikatnie wypytywać o nowego wspólnika. Dowiaduje się tylko, że ma na imię Alfons. Daniel, za namową matki, zaczyna dobierać się do Agaty. Dziewczyna wzbrania się, jednak chłopak nie ustępuje. Wobec takiego stanu rzeczy uderza Daniela w brzuch i wpycha dwa zaostrzone ołówki twardości 2H w jego odbyt. Daniel z bólem doczołguje się do telefonu i wzywa pogotowie. Przyjeżdża karetka i zabiera go do szpitala.
KLAN (1151)
Monika odwiedza syna w szpitalu. Tam dowiaduje się, że chłopiec będzie musiał spać na brzuchu przez dwa miesiące i przyjmować pokarm przez kroplówki. Żeby ulżyć cierpieniom, wstrzykuje mu dożylnie 4 ml kompotu. Daniel zasypia. Agnieszka nie wróciła na noc do domu. Paweł dzwoni do firmy obsługującej pola golfowe. Krystyna martwi się, żeby córka nie zgubiła jedwabnej chusty, którą od niej pożyczyła. Jerzy bardzo wcześnie wychodzi do pracy. Władysław zauważa, że dzięki firmie zięć odmłodniał i nabrał energii. Jedynie Michał ma wątpliwości dotyczące "Polkur-vy". Jacek zastanawia się, czy nie lepiej byłoby zaadoptować dziecko, a Małgosię zostawić w szpitalu. Beata mówi, że z chęcią urodziłaby nowe, ponieważ studia ją nudzą. Oboje zgadzają się na taką propozycję. Do Rysiów przybiega zmartwiona Czesia: Darek nie wrócił na noc. Dziewczyna obawia się najgorszego. Maciuś pociesza ją mówiąc, że wujek Darek poszedł na dziwki. Bożenka czuje się zgorszona słownictwem brata i uderza go młotkiem w kość czołową. Maciuś mdleje. Rysiu bierze malca na ręce i niesie do taksówki. Potem odwozi go do szpitala.
KLAN (1152)
Maciuś czuje się znacznie lepiej. Grażynka zastanawia się, czy wysyłać go do szkoły. Chłopiec nalega i matka zgadza się. Paweł zaprasza Tadeusza na inaugurację działalności swojego prywatnego mini-pola golfowego. Zaproszony gość bierze zbyt duży zamach i wybija Pawłowi sześć zębów. W tej chwili do pokoju wchodzi Ola i zaczyna śmiać się z ojca. W odpowiedzi Tadeusz uderza w piłeczkę i trafia Olę w głowę, niszcząc jej nową fryzurę. Dziewczyna zaczyna płakać i zamyka się w swoim pokoju. Dzieci Rysiów wracają ze szkoły. Bożenka opowiada, jak Maciuś wykazał się swoim niespotykanym zasobem wiedzy. Pani Świetliczanka przypuszcza, że nagłe oświecenie jest spowodowane uderzeniem w głowę. Bożenka idzie z młotkiem w kierunku Kasi, ale Rysiu tłumaczy, że jeszcze nie wiadomo, czy najmłodsza córka jest na tyle duża, aby na niej eksperymentować. Władysław cierpi na nawrót choroby. Utrzymuje, że pani Stanisława jest jego żoną. Tłumaczenia Elżbiety zdają się na nic. Do salonu wchodzi zmęczony całodniową pracą Jerzy. Władysław jest przekonany, że to płk. Zuber, oficer, który przesłuchiwał go w czasie stanu wojennego. Bez zastanowienia chwyta taboret i rzuca w stronę Jerzego, trafiając w żołądek. Mężczyzna wymiotuje. Pokój napełnia zapach spirytusu i strawionej pizzy. Elżbieta zastanawia się, gdzie mąż jada posiłki. Władysław nie traci zapału i kopie Jurka. Wchodzi Kinga i z miejsca obezwładnia dziadka prądem. Następnie Michał przenosi ojca do malucha i wiezie do szpitala.
KLAN (1153)
Jerzy budzi się w szpitalu. Pielęgniarka mówi mu, że przyszedł ktoś z wizytą. Gościem okazuje się "Kiełbasa". Grozi Jerzemu, że jeśli nie zapłaci za ochronę firmy, podpali jej siedzibę. Na dowód, że nie żartuje, łamie choremu palec wskazujący. Krzyki słyszy Elżbieta. Gdy wchodzi do sali, gangster wyskakuje przez okno, zapominając, że znajduje się na piątym piętrze. Ela wypytuje męża o firmę. Jerzy wyznaje, że prowadzi agencję towarzyską. Żona mdleje. Krystyna jest zaniepokojona nieobecnością Oli przy śniadaniu. Paweł sepleniąc tłumacy, ze siedzi zamknięta w sfoim pokoju, zła s pofodu znisconej flyzuly. Rafalski postanawia pójść na przesłuchanie związane z poszukiwaniem nowego członka grupy Club Robbers. Jednak po zaśpiewaniu piosenki "I Like It Loud" okazuje się, że ma talent, a takich nie potrzebują. Monika dzwoni do szpitala, wypytując o Daniela. Dowiaduje się, że syn nadal śpi. Uspokojona dzwoni do Rydzyka i umawia się na wyjazd do Kirgistanu. Po południu w sali Jerzego pojawia się nowy pacjent, cały w gipsie i bandażach. Kładą go na wyciągu. Jerzy przypatruje się mężczyźnie i rozpoznaje... "Kiełbasę"! Prosi pielęgniarkę o przyniesienie szwedki. Jacek wciąż stara się o pracę w banku. Tym razem jedzie do wrocławskiego oddziału Banku Defraudacyjnego. Tam przyjmuje go Barabara. Speszony ucieka w popłochu. Elżbieta nadal nie może dojść do siebie po tym, co powiedział jej mąż. Tymczasem Władysław uroił sobie, że jest rok 1940 i pobiegł do ogrodu wykopać Kałasznikowa. Oskarżył panią Stanisławę o szpiegostwo na rzecz Sowietów i próbował rozstrzelać, ale naboje w magazynku zaśniedziały. Jerzy "dziękuje" "Kiełbasie" za złamanie palca i, gdy tylko pięlegniarka wychodzi, bije pacjenta szwedką. Ola nadal jest w złym humorze. Nie może zasnąć, więc włącza telewizor. Trafia akurat na teledysk Kai Paschalskiej pt. "Przyjaciel od stu zaraz". Denerwuje się jeszcze bardziej i rzuca pilotem w telewizor. Ekran eksploduje, raniąc jej twarz odłamkami. Wybuch słyszą sąsiedzi i zawiadamiają policję, pogotowie, straż pożarną i Samodzielną Brygadę Saperów Nieomylnych. Jako pierwsza przyjeżdża karetka i zabiera dziewczynę do szpitala.
KLAN (1154)
Na Sadybie od wczesnego ranka panuje ożywienie. Władysław przygotowuje dom do obrony, robiąc okopy w ogrodzie. Michał przekonuje go, że wojna dawno się skończyła, ale dziadek nie wierzy. Kinga ubiera męża w mundur Wehrmachtu i Michał aresztuje Władysława, po czym zamyka w piwnicy. Listonosz przynosi emeryturę, którą odbiera Elżbieta. Ola leży w śpiączce. Chirurg zastanawia się, czy nie warto byłoby powyjmować jej z twarzy odłamki szkła. Tłumaczy rodzicom, że w obecnym stanie będzie darła wszystkie poszewki na poduszki. Jerzy wciąż bije "Kiełbasę". Po kolejnym uderzeniu mężczyzna przestaje krzyczeć. Wykres EKG przedstawia linię prostą. Przestraszony Jerzy wzywa pielęgniarki i lekarzy. Przybiegają natychmiast i wykonują defibrylację. Pacjentowi zaczyna bić serce. Wkrótce odzyskuje też przytomność i znów krzyczy po uderzeniach szwedki. Pani Świetliczanka opowiada Rysiom o postępach w nauce, jakie poczynił Maciuś. Nauczył się czytać, pisać i liczyć. Rysio zastanawia się, czy chłopiec nie powinien już zakończyć edukacji, zawsze zaoszczędziłoby się trochę pieniędzy na książkach. Grażynka obiecuje, że się nad tym zastanowi. Świetliczanka pyta Rysia, czy nie odwiózłby jej do domu. Grażynka podejrzewa romans i wyzywając kobietę od zdzir wyrzuca za drzwi. Pani Świetliczanka potyka się na schodach i łamie rękę w przedramieniu i nogę w podudziu. Rysio prosi Darka, aby odwiózł ją do szpitala.
KLAN (1155)
Jerzy wypisuje się ze szpitala. Od razu udaje się do pracy. Nie wie jednak, że jest śledzony przez Michała. Wkrótce jednak pościg ustaje, ponieważ Michał zauważa wśród grupki kibiców tego, który kilka lat temu go pobił. Rusza maluchem za nim. Wreszcie dopada go na przejściu dla pieszych i przejeżdża. Przejeżdżając ponownie, na wstecznym, nie zauważa, że podchodzi policjant. Michał spodziewa się najgorszego, jednak przedstawiciel prawa, mł. aspirant Lizak, składa podziękowania za pomoc w ujęciu groźnego przestępcy. Pani Stanisława otwiera drzwi do piwnicy, żeby sprawdzić, czy Władysław jeszcze żyje. W tej chwili rzuca się na nią i usiłuje udusić. Widzi to mały Antoś i gryzie pradziadka w rękę. Władysław rozluźnia uścisk i Stanisławie udaje się wydostać. Dziadek ucieka do pobliskiego lasu, żeby odnaleźć swój oddział partyzancki. Elżbieta wzywa ślusarza i prosi o wymianę wszystkich zamków w drzwiach. Do Lubiczów przychodzi dyrektor Kozibób, chce poznać przyczynę nieobecności Oli w szkole. Paweł podejrzewa pedagoga o pedofilię, argumentując zbyt dużym zainteresowaniem sprawami córki. Krystyna z udawaną uprzejmością częstuje dyrektora rzekomo gwatemalskim cygarem, w rzeczywistości jest to trawka. Kozibóbowi poprawia się humor, Lubiczowie wkładają mu niepostrzeżenie dwa skręty do kieszeni. Gdy tylko nauczyciel wychodzi z ich mieszkania, Paweł dzwoni na policję i opowiada o narkotykach u dyrektora. Policja zatrzymuje Kozibóba na haju i aresztuje. Daniel odzyskuje przytomność po zażyciu kompotu. Wyraża nadzieję, że jego cierpienia już się skończyły. Obecna przy nim Dorota zaprzecza mówiąc, że chłopiec cierpi na obstrukcję od dwóch dni, ale niczego nie pamięta, ponieważ spał. Kinga usypia dzieci Pavulonem, gdy wchodzi Michał i opowiada, że od tej pory będzie mógł jeździć w stanie wskazującym i policjanci z wdzięczności za pomoc nie zatrzymają go. Oboje postanawiają to sprawdzić. Wypijają po trzy szklanki bimbru Władysława i idą do garażu. Michał początkowo nie wie, którego malucha wybrać, ale wsiada do środkowego. Za nim wchodzi Kinga. Włączają kasetę, słuchają piosenki "Because The Night" i śpiewają. Michałowi udaje się uruchomić rozrusznik. Po wyjeździe z garażu oboje zauważają, że zaczyna się szybko ściemniać. Z powodu złej widoczności przejeżdżają Jerzego, który chwiejnym krokiem wraca z pracy. Maluch wtacza się do apteki przez witrynę wystawową i przyciska Elżbietę z Wandą do ściany. Pani Stanisława ogląda "Club Rotation" i nie słyszy wołania o pomoc. Na Sadybę wraca uzbrojony Władysław prowadząc kolegów z Pruszkowa.
Młody ksiądz spowiada po raz pierwszy. Przychodzi dziewczyna:
- Ciągnęłam druta.
Ksiądz zaaferowany nie wie co powiedzieć i biegnie do ministrantów i pyta:
- Co proboszcz daje za ciągnięcie druta?
- Po Snickersie...
Niestety nie ma więcej odcinków ;( .
Ale zapodaję rozmowę "dwóch ziomali" ...
Rozmawia dwóch ziomali = jeden DUŻY, drugi mały: ziomal 1 to ten DUŻY ...
ZIOMAL 1 : yo yo yo człeniu, dawno nie nawijaliśmy ze sobą, gdzieś ty był jak cie nie było
ZIOMAL 2 : yo yo, tez cie dawno nie widziałem... a miałem takie małe zajawki z taką jedną panną , jażysz człeniu? czaisz te tematy nie?
ZIOMAL 1: kolo co ty do mnie nawijasz? , jakie zajawki?, ino ty nigdy w życiu panny nie miał, ziomuś zapodaj mi o co tu naprawde lata a nie kity swojemu dajesz
ZIOMAL 2: lajcik stary no, nie rzucaj sie , miałem swoje sprawy, kumasz?
ZIOMAL 1 : kumam ,joł, spox,luzik, a co trzymasz w łapie?
ZIOMAL 2 : płytka, nowe zajawki hip hopowe ,peja, pezet, morwa,czujesz te klimaty nie?
ZIOMAL 1 : mowa, stary,
ZIOMAL 2 : ej ziomuś wiesz a ja wczoraj kupiłem se nowe spodnie, stary normalnie krok mam w kolanach, ale jazda nie?
ZIOMAL 1 : no ba, ile hajsu daleś?
ZIOMAL 2 : 80 patykow, ale stary wszystkie panny moje , czaisz baze nie?
ZIOMAL 1 : spox ,luzik,lajcik, ale czadersko, ty wiesz a ja mam nową smycz, normalnie w zoologicznym sprzedają za poł darmo,
ZIOMAL 2 : lajcik, musze tam wdepnąc ,ty zobacz tam na drugiej stronie ale lala idzie, luknij na nią ,ale nogi kupuje ten stoł
ZIOMAL 1 : no, ale bejbe, ty ziomuś a moze śmigniemy jutro na bibke
ZIOMAL 2 : Na balety? człeniu zawsze i o każdej porze
ZIOMAL 1 : spoko, luzik , niezła giba będzie, troche ziomali przjdzie i bedzie lajtowo,
PRZECHODZEN : przepraszam panowie, macie moze fajki?
ZIOMAL 2 : turlaj dropsa skreczu jeden , jażysz co do ciebie nawijam człeniu?
ZIOMAL 1 : Ale mu pojechałeś, bueheheh, ale jazda , joł , spoko, ale lajcik, kolo miał stracha,
ZIOMAL 2 : No dobra,ja spadam, to do jutra, do luknięcia na dysce, nara człeniu
ZIOMAL 1 : YO,3M SIE , bez odbioru
Dołączył: 25 Mar 2005 Posty: 53 Skąd: Tomaszów Mazowiecki
Wysłany: 2005-03-28, 18:48
W nocy policjant wraca do domy i mówi żonie:
- Napadła mnie banda chuliganów, ale jednego tak kopnąłem, że mu kredki z tornistra wypadły!
Pyta policjant policjanta
- Ej, gdzie tu jest druga strona ulicy?
- No, tam...
- kur***! Jak byłem tam to mi powiedzieli, że tu!
Dwóch wariatów uciekło w nocy z wariatkowa i dochodzą do rzeki bez mostu...
- Co tu zrobić? - mówi jeden.
- Wiem! Ja zapale latarkę tak żeby światło było nad woda. Wtedy ty przejdziesz po świetle na druga stronę... - Eeeeeeee tam, ale ty jesteś pierdolnięty!... Ty zgasisz latarkę a ja spadnę!
W straży pożarnej dzwoni telefon.
- Dzień dobry, czy to ZUS?
- ZUS spłonął.
Po pięciu minutach znowu dzwoni telefon.
- Dzień dobry, czy to ZUS?
- ZUS spłonął.
Po następnych pięciu minutach znowu dzwoni telefon.
- Dzień dobry,czy to ZUS?
- Ile razy mam panu powtarzać, że ZUS spłonął! - odpowiada wściekły strażak.
- Wiem, ale jak przyjemnie tego posłuchać...
Dołączył: 04 Lis 2004 Pochwał: 4 Posty: 80 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-03-29, 22:15
Dawno nic nie pisałem
Dwóch kumpli wybrało sie do kina, zajęli miejsce za wielkim, łysym osiłkiem. W pewnym momencie jeden mówi do drugiego:
- Daje Ci stówke jak go walnjiesz w łeb! Drugi z kumpli sie zgodził i walnął osiłka otwartą łapą po łysinie! Ten wkurzony już sie zamachnął żeby mu oddac gdy nagle gość wyskakuje z tekstem:
- Kazek tyle lat sie nie widzieliśmy- na co koks odpowiada
- Weż spierda*aj ja nie jestem żaden Kazek i uważaj na przyszłość!
Pierwszy z kumpli wypłacił sto złotych ale obiecał że da 200 zł jak ten to powtórzy. Kolo oczywicie przystał na warunki i zadał drugi Cios!
- Kazek tyle lat, siedzieliśmy razem w jednej ławce w podstawówce, potem liceum a Ty mnie nie pamiętasz! Koks już nie wytrzymał, chciał mu wyje*ać ale jego laska go powstrzymała i zaproponowała żeby przesiedli sie do przodu. Gośc znowu wypłacił 200zł i powiedział że da 1000zł jak zrobi to 3 raz. Koleś oczywiście sie zgodził i przesiadł sie do drugiego rzędu za "łysego" po czym znowu mu przyje*ał! Koks sie obrucił a kolo mówi do niego:
- Kazek to tutaj jesteś, a ja cały czas jakiegoś łysego z tyłu po czaszce leje...
_________________ Gdy nie ma nadzieji, wiara zwycięża...
Dołączył: 04 Lis 2004 Pochwał: 4 Posty: 80 Skąd: Kraków
Wysłany: 2005-04-11, 23:38
To może o polityce...
Wałęsowie poszli do ZOO i nagle Danuta zauważyła:
- Lechu, patrz tu jest gęś, może byśmy ja wzięli, upiekli, byłoby dla wszystkich na parę dni.
Na to Lechu:
- Glupiaś, to nie jest gęś tylko pelikan i z tego się robi atrament.
Do Brezniewa przyjechała z wizyta jego matka gdzieś z dalekiego kołchozu. Została przyjęta jak głowa pastwa, oprowadzona po fabrykach, muzeach, odbyły przyjęcia na jej cześć. Odjeżdżając, mówi do syna:
- To wszystko twoje, Lonia?
- Tak, mamo.
- Uważaj, synku, bo jak przyjdą komuniści, to ci wszystko zabiorą!
Co by było, gdyby nagle całą polską milicję przeniesiono do Związku Sowieckiego?
- W obu krajach natychmiast podniósłby się współczynnik inteligencji.
Prywatka w podziemiach Kremla, jenerały żłopią wódkę późno w nocy. Wchodzi sprzątaczka z wiadrem i cierką, nie przejmując się, stawia wiadro na biurku na papierach i różnych guzikach. Generał wytrzeszcza oczy i wrzeszczy do sprzątaczki:
- Paszła w piiizduuu!!!
- Ja, towariszcz gienieral?
- Niet, Zapadnaja Jewropa!!! :lol1:
Przyjeżdża Kohl do Warszawy. Wałęsa oprowadza go po Warszawie i pokazuje zabytki. Kohl powtarza tylko:
- Ja gut, Ja gut.
Na to Wałęsa mówi do Mietka:
- Czego on tak chce tych jagód? Skocz i mu przynieś.
Mietek po chwili wraca. Daje Kohlowi jagody, które ten zjada i mówi:
- Danke.
Na to Wałęsa:
- Ooooo, co to to nie! Danki Ci nie dam.
Armia Polska postanowiła stworzyć w czasie wojny partyzantkę w kraju. Zgłosiło się paru kamikadze. Na przeszkoleniu generał tłumaczy im, co maja robić:
- Wsadzimy was do samolotu, polecicie nad kraj, 3 minuty od granicy wyskoczycie ze spadochronem. Pociągniecie za prawa rączkę. Jeśli spadochron zawiedzie, to za lewa. Wylądujecie koło rzeki, tam w krzakach będzie rower, pod siodełkiem pistolet i mapa. Tak dotrzecie do oddziału.
Stefan był odważnym chłopem, zgłosił się jak na prawdziwego patriotę przystało. Leci samolotem, skoczył 3 minuty od granicy jak pan generał przykazał. Spadając chwyta za prawa rączkę - nic - , za lewa - d*.*a zbita, dalej nic. Skonsternowany mruczy pod nosem:
- Q*.*a, jak i tego roweru w krzakach nie będzie, to ja pier*.*lę taka partyzantkę!!!
W Muzeum Lenina w Poroninie odbyła się wystawa i konkurs na zegar najlepiej propagujący pamięć Lenina.
Trzecie miejsce zajął zegar w kształcie sierpa i młota.
Drugie miejsce zajął zegar z kukułka, która wychodziła i robiła:
- Kuku, Lenin, kuku, Lenin, ......
Pierwsze miejsce zajął zegar, z którego wychodził Lenin i robił:
- Kuku, kuku, kuku, ....... :lol1: :r:
_________________ Gdy nie ma nadzieji, wiara zwycięża...
Dołączył: 25 Mar 2005 Posty: 53 Skąd: Tomaszów Mazowiecki
Wysłany: 2005-04-12, 18:50
Powell przychodzi do Busha i mówi:
- George, mam dla ciebie dwie wiadomości: dobrą i złą. Którą najpierw chcesz usłyszeć?
- Złą.
- Irak ma broń nuklearną.
- A dobra wiadomość?
- Będą ją zrzucać z wielbłądów.
Kobieta pyta swego instruktora nauki prawa jazdy:
- Jak pan sądzi, ile jeszcze czasu potrzeba, abym umiała dobrze jeździć?
- Co najmniej trzy.
- Godziny?
- Nie, samochody.
Trwa imprezka na Księżycu. W pewnej chwili ktoś mówi:
- Wiesz co, Armstrong? Niby wszystko się zgadza... Rozpaliliśmy grilla, jest wódeczka, są kobitki, a jakoś atmosfery nie ma....
Blondynka telefonuje do apteki i pyta:
- Czy są testy ciążowe?
- Tak, są - odpowiada aptekarz.
- A trudne są pytania?
Żona do męża:
- Kochanie, powiedz mi cos słodkiego...
- Nie teraz, jestem zajęty.
- Kochanie, no powiedz mi coś słodkiego...
- Naprawdę, teraz nie mam czasu.
- Ale kochanie, chociaż jedno słówko...
- "Miód" do ku*wy nędzy i odpi**dol się!
Żona do męża:
- Kochanie, rżniesz mnie jak zwykłą dziwkę, powiedziałbyś chociaż ze dwa słówka...
- Wyżej dupę!
Pewna dziewczyna poszła sama na imprezę. Zauważyła tam super faceta, który świetnie tańczył. Podeszła do niego i mówi.
- Ale zaje*iście tańczysz!
A facet na to:
- Spie*dalaj!
Dziewczyna, trochę zbita z tropu, wycofała się. Facet dalej tańczył solo, i tak, że na wszystkich robił bardziej niż piorunujące wrażenie. Dziewczyna znowu do niego podeszła i mówi:
- Ale zaje*iście tańczysz!
A facet na to:
- Spie*dalaj!
To już było trochę za dużo i dziewczyna mówi:
- Wiesz co? Jesteś cham i prostak!
A facet na to:
- No i ch*j! Ale zaje*iście tańczę!
_________________ ...::: Jedyną drogą rozwoju jest ciągłe podnoszenie poprzeczki... jedyną miarą sukcesu jest wysiłek jaki włożyliśmy aby go osiągnąć !!! :::...
Policjanci w cywilu prowadzili obserwację gospodarstwa w niewielkiej miejscowości na odludziu. Podejrzewali, że może się tam znajdować skradziony poprzedniej nocy opryskiwacz sadowniczy. W pewnym momencie w pobliżu posesji zauważyli trzech lub czterech mężczyzn uzbrojonych w drewniane kije. Nie zareagowali oni na okrzyki "Stój, policja" i zaczęli uciekać. Policjanci rozpoczęli pościg, ale w pewnym momencie usłyszeli strzał.
W tym czasie nadjechały policyjne posiłki. Jednocześnie pojawił się ciągnik Ursus, z którego ktoś oddał strzały w kierunku policjantów. Funkcjonariusze usiłowali zatrzymać pojazd; w tym celu oddali strzał ostrzegawczy, a następnie strzały w opony. Mimo to ciągnik umknął. Po około 20-30 minutach odnaleziono ciągnik oraz samochód osobowy, które mogą mieć związek ze sprawą.
Komisarz Skorek podkreślił, że działo się to w bardzo trudnym, zarośniętym krzakami, terenie, pełnym dołów, gdzie nie można było poruszać się samochodem osobowym, szczególnie w nocy. Dlatego sprawcom udało się uciec. Dodał, że "policja jest na dobrej drodze do ich ustalenia". Nie wiadomo jeszcze, z jakiej broni padły strzały. Trwa zabezpieczanie miejsca zdarzenia. ( z życia wzięte)
_________________ Nie dosc ze jestem niedorozwinietym dzieciakiem to jeszcze chamsko oszukuje w konkursie edytujac posty i zmieniajac typy.
Dwóch polaków we francuskiej restauracji dostają kartę manu i zamawiają:
- la supa
- la sałata
- la omlette
Kelner napisał na karteczce i poszedł i wrócił z zamówieniem.
Mówi jeden do drugiego:
- zna się ten język.... 8)
A kelner na to
- jakbym ja nie był polak to wy byście dostali LA KUPE