Aby korzystać z zawartości forum należy się zarejestrować, można to zrobić za darmo TUTAJ. Ten aplet jest widoczny tylko dla niezarejestrowanych użytkowników!
Agenci służb specjalnych wkroczyli o świcie na posesję Mariusza Kowalskiego z Płużniczki. Okazało się jednak, że mieli zatrzymać mieszkającego trzy domy dalej sąsiada. - Oznaczenie domów było mało czytelne - tłumaczy teraz ABW
To do tego domu w Płużniczce przez pomyłkę wkroczyli agenci ABW
Płużniczka to maleńka wioska koło Gliwic. Wszyscy się tu znają i wszystko o wszystkich wiedzą. Głównym tematem lokalnych plotek są teraz kulisy akcji przeprowadzonej 27 września przez służby specjalne. O szczegółach akcji wiemy, bo poinformował nas o niej Czytelnik, który zadzwonił na Alert 24.
Tego dnia o świcie do wsi przyjechały samochody Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Uzbrojeni agenci zatrzymali się na ul. Polnej przed budynkiem oznaczonym numerem 1. Mieszka w nim Mariusz Kowalski. Funkcjonariusze stanęli przy furtce i zaczepili wracającą z pomieszczeń gospodarczych żonę Kowalskiego. Widząc agentów, myślała, że to jacyś żołnierze zgubili się podczas ćwiczeń.
- Czy zastaliśmy Marka P.? - zapytali ją oficerowie służb specjalnych. Pani Kowalska wytłumaczyła im, że to pomyłka, bo Marek P. to ich sąsiad, który mieszka trzy domy dalej. Zaniepokojona pobiegła budzić męża. - Zanim wytłumaczyła mi, co się stało, usłyszeliśmy walenie do drzwi - opowiada Kowalski.
Na podwórku stali agenci specsłużb. Powiedzieli, że szukają Marka P. Podali też dokładny adres jego zamieszkania. Jego dom miał dwucyfrowy numer. Wystraszony Kowalski wyjaśnił agentom, że pomylili budynki i pokazał im wiszącą na ścianie tabliczkę z numerem 1. Oficerowie nalegali, żeby dla pewności pokazał im dowód osobisty. Kowalski odmówił.
- Strach ustąpił miejsca wściekłości. Wykrzyczałem im, że takie historie mogą zdarzyć się na Białorusi, a nie w demokratycznym państwie - wspomina Kowalski. Po kilku minutach oficerowie służb specjalnych przyznali się do błędu i poszli trzy domy dalej na sąsiednią ulicę zatrzymać Marka P., podejrzanego o płatną protekcję i nielegalne posiadanie amunicji.
Następnego dnia funkcjonariusze agencji znowu pojawili się w domu Kowalskich. Tym razem zamiast nakazu zatrzymania mieli torbę z kalendarzami i długopisami opatrzonymi logo ABW. To miał być prezent w ramach przeprosin. - Kazałem im się z tym wynosić - mówi Kowalski, który przygotowuje skargę do Bogdana Święczkowskiego, szefa ABW. Będzie się domagał przeprosin na piśmie, bo informacja o porannej wizycie służb specjalnych rozeszła się już po całej okolicy. - Chcę pokazać ludziom, że padłem ofiarą nieudolności ABW i nie mam żadnych związków z przestępcami - mówi Kowalski.
Zapytaliśmy wczoraj, dlaczego podczas akcji pomylono domy, skoro dzień wcześniej ABW zrobiła w Płużniczce rozpoznanie? - O tej porze oznaczenie budynku było mało czytelne i niewidoczne z ulicy - tłumaczy Magdalena Stańczyk, rzeczniczka prasowa służb specjalnych. Przyznaje jednak, że zaistniała sytuacja nie powinna była mieć miejsca. Zdaniem Stańczyk nie wynikała ona jednak z zaniedbań, lecz z ludzkiego błędu.
Imię i nazwisko Kowalskiego i jego żony na ich prośbę zostało zmienione
Źródło: Alert24.pl
zepsuli rodzinie opinie, a zamiast przeprosin chcieli ich dlugopisami i kalendarzami udobruchać hahahha to tylko w Polsce możliwe
A teraz on powinien zgłosić do CBA, że funkcjonariusze ABW po omyłkowo przeprowadzonej akcji chcieli, aby on nie pisał na nich skargi i próbowali go przekupić wręczając korzyść materialną wartości około xxPLN w postaci długopisów i kalendarzy z logiem ABW.